top of page

Madryt z dziećmi na weekend

Zaktualizowano: 11 lut 2023

Między naszym wyjazdem do Berlina, a pobytem w Madrycie nie minął nawet miesiąc, więc siłą rzeczy porównujemy oba miasta. Madryt przy Berlinie to relaks. Szczególnie, w styczniu i lutym, czyli poza sezonem. Każdego dnia byliśmy w parku. Każdego dnia ‘łykaliśmy’ słońce.


Noclegi i transport


Do Madrytu dolecieliśmy Wizzairem z Warszawy. Bilety kupiłam kilka miesięcy wcześniej. Zapłaciłam 1280zł za bilety bez bagażu, w dwie strony, dla 4 osób.


Natomiast, nocleg rezerwowałam na ostatnią chwilę. Kilka dni przed wylotem. Dlaczego? Po pierwsze, ceny: wyższe niż w Berlinie (nie mogłam nie porównać). Po drugie, nie mogliśmy się zdecydować czy chcemy wypożyczyć samochód. W końcu, stanęło na tym, że szukamy czegoś w centrum, najlepiej z kuchnią. Śniadania i kolacje robimy sami - taka opcja sprawdza nam się najlepiej, ponieważ zaoszczędza (szczegolnie rano) sporo nerwów. Nasze dzieci mają swoje ulubione smaki. Zamawiając coś na mieście, nigdy nie jesteśmy na 100% pewni, że to będzie w ICH smaku.



Wybraliśmy: Charming Museo de Prado - to taka kawalerka, którą bardzo polecam. Znajduje się 10 minut spacerkiem od Sol i 5 minut od parku Retiro. My mieliśmy studio na czwartym piętrze, z oknami na całą szerokość mieszkania i wyjściem na mały taras z ładnym widokiem. Jedyny minus, chociaż to była dla nas zaleta, to to, że mieszkanie znajduje się przy dwupasmowej ulicy, więc nawet w nocy słychać szum samochodów, ale jest klimatyzacja, więc okna można zamknąć i wygłuszyć hałas.


Pssst… na końcu, mam dla Was kod zniżkowy do booking.com, jeżeli chcielibyście zarezerwować to samo mieszkanie. Naprawdę, bardzo polecam!


Dzień 1


Zaczęliśmy od dotarcia na Sol - centralnego placu Madrytu. To tu znajduje się tzw. kilometr zerowy, czyli punkt, od którego mierzy się odległość do innych miast Hiszpanii. Znajduje się tu także pomnik z niedźwiedziem i drzewem truskawkowy, oraz być może ważniejszy pomnik, Karola III. Sol to też tłumy ludzi… i w styczniu - remonty. Jest tu też stacja metra, z której skorzystaliśmy. Żółtą linia dojechaliśmy do Moncloa. Dzieci do lat 4 nie płacą za bilet. Co mnie bardzo zdziwiło? Ludzie, ustępujący dzieciom miejsca w pociągu.



Ze stacji Moncloa do wieży widokowej to góra 10 minut spacerkiem. Na stronie internetowej jest napisane, że wieża zapewnia widok 360 stopni. Jednak w styczniu, wyjście na taras było zamknięte, więc mogliśmy podziwiać panoramę tylko z wnętrza wieży. Dzieciakom się podobało (mogły się trochę wybiegać), nam też. Za wejście dla rodziny 2+2 zapłaciliśmy 11 euro. Wjeżdża się windą - to była najważniejsza informacja dla naszych dzieci.



Po zejściu z wieży, zdecydowaliśmy się na spacer, w dół przez Parque del Oeste. Warto, przede wszystkim, ze względu na widok na góry i piękną panoramę. Na naszej trasie powinny być co najmniej 3 place zabaw, ale tylko jeden był otwarty. Reszta w remoncie.


W końcu, dotarliśmy do punktu widokowego przy świątyni Debod. W tym miejscu, muszę wspomnieć, że na wycieczki po parku warto mieć ze sobą koc i jakieś przekąski. Podczas naszego pobytu, cały czas świeciło słońce (bez żadnej chmurki), ale było tylko 5 stopni. Temperatura, jednak nie przeszkadzała ludziom w urządzaniu pikników i wygrzewaniu się na trawie. Dla naszych dzieci, liście palmy były odkryciem, a przeganianie gołębi dobrą zabawą.



Temple of Debod to starożytna egipska świątynia z II w.p.n.e, podarowana Hiszpanii przez Egipt. Można sobie w niej zrobić bardzo instagramowe zdjęcie, ze względu na to, że liczbę osób wchodzących do środka, reglamentują strażnicy. W środku, świątynia jest więc prawie pusta, a na zewnątrz stoi dłuuuga kolejka. My nie staliśmy. Zrobiliśmy szybkie zdjęcie z zewnątrz.


Kilka sporych kroków dalej, i już byliśmy przy Pałacu Królewskim. Rozmiar: monumentalny. Znowu nie skorzysliśmy ze zwiedzania wnętrza. Wystarczyły nam królewskie ogrody, a w nich labirynt z żywopłotu.



Przed Pałacem Królewskim trafiliśmy na przedstawienia uliczne: akrobacje, taniec, tricki footballowe. Plus, olbrzymie maskotki.

Wróciliśmy do naszego apartamentu pieszo.



Dzień 2


Przed przyjazdem do każdego większego miasta, szukam chociaż jednego muzeum dla dzieci. Główne kryterium: interaktywność. W Madrycie, bardzo trudno było mi takie muzeum znaleźć. Postawiliśmy, więc na Museo del Ferrocarril, bo które dziecko nie lubi pociągów ;) Plus, mogliśmy dojść tam w 20 minut piechotą. Spacer był idealny, ponieważ z górki. Do tego, po drodze, minęliśmy 3 (co prawda malutkie) place zabaw. Dla nas dorosłych, ciekawe było zobaczenie stacji Atocha - prawdopodobnie gdybyśmy byli sami, weszlibyśmy do środka, żeby zobaczyć jak zostało zagospodarowane wnętrze stacji - podobno można tam podziwiać ogród tropikalny.



Muzeum Kolejnictwa mieści się w starej zajezdni. Wejście dla rodziny 2+2 kosztowało nas 9 euro. Miejsce, samo w sobie, robi wrażenie. Znaleźliśmy tam lokomotywy parowe, spalinowe oraz nowocześniejsze, elektryczne, a także makiety, z elementami wojskowymi. Mój starszy syn, zaraz przy wejściu, krzyknął: ‚Mama, patrz! Lokomotywa z Harry’ego Pottera.’ Młodszemu lokomotywy, bardziej kojarzyły się z bajką ‚Tomek i Przyjaciele’. Pytał, dlaczego mają tak słabo narysowane buźki. Dzieciakom podobało się również to, że mogły wejść do niektórych kabin oraz wagonów. Malutkie pociągi, poruszające się między czołgami, też zrobiły na nich wrażenie.



Jadąc metrem ze stacji Delicias, dotarliśmy na Sol, a potem już rzut kamieniem do Gran Via - najbardziej reprezentacyjnej i sklepowej ulicy Madrytu. Musieliśmy dotrzeć o oryginalnego sklepu Real Madrid! Sklep jest drogi (wiem, nie odkryłam Ameryki!) i tłoczny, ale dosyć duży. Znajdziecie tam zestawy w małych i dużych rozmiarach, piłki, portfele, szaliki, karty i czego tam jeszcze dusza kibica sobie nie zamarzy ;)


Drugą część dnia, spędziliśmy w parku Retiro. I w tym momencie, znowu się powtórzę: Hiszpanie potrafią projektować piękne parki, ale place zabaw mają słabe. My znaleźliśmy jeden. Praktycznie przy samym wejściu, od zachodniej bramy.


Idąc dalej, doszliśmy do stawu, po którym pływały w łódkach tłumy ludzi, mimo dość niskiej temperatury (koło 5 stopni). Wypożyczenie łódki podobno kosztuje 6 euro (8 w weekendy) na 45 minut. Łódka jest fajną alternatywą dla tradycyjnych parkowych rozrywek - spacerów, karmienia kaczek, czy pikniku na trawie.


W Retiro, warto, także zobaczyć Pałac Kryształowy, który znajduje się w centrum parku. Budowla, w całości, jest zbudowana ze szkła i stali - stąd też bierze swoją nazwę. Architektura i detale budynku były przepiękne, ale znowu, z powodu kolejki do wejścia i tłumów we wnętrzu, nie skusiliśmy się na wejście do środka. Dzieciaki były zdecydowanie bardziej zadowolone z karmienia kaczek i łabędzi, siedząc na schodkach tuż nad stawem przed Pałacem Kryształowym. Weźcie ze sobą jakieś płatki owsiane!



Wieczór, fani Realu Madryt spędzili na stadionie Santiago Bernabeu. Przyjechali na stadion o godzinę wcześniej, przed meczem, żeby mogli spokojnie obejrzeć cały stadion. My wybraliśmy opcję meczu, ale stadion można zwiedzać, także bez kupienia biletów na mecz (ceny od 80 zł za osobę).




Dzień 3


Główną atrakcją trzeciego dnia miała być kolejka gondolowa - Teleferico, wjeżdżająca na wzgórze Case do Campo. Kolejka jedzie 11 minut, a z wagonika można podziwiać panoramę miasta. Bilet dla osoby dorosłej, w dwie strony kosztuje około 6 euro. Niestety, kolejka poza sezonem ma bardzo ograniczony grafik. W styczniu funkcjonowała codziennie, aż do 6 stycznia, a potem tylko w weekendy. W lutym, już tylko w weekendy.

Nie zauważyłam rozpiski na stronie internetowej. Prawdę mówiąc, w ogóle jej nie szukałam. I niestety, odbiliśmy się od zamkniętych drzwi.


Szybka zmiana planów. Warto, mieć ściągniętą aplikację Ubera. I wybraliśmy się do Zoo. Staram się unikać wizyt w zoo, nie z powodów etycznych, ale ze względu na to, że zoo jest z reguły dość popularną atrakcją. W każdym większym mieście można wybrać się do zoo. Do tego, jest jeszcze kwestia ceny. Zoo jest z natury droższą przyjemnością. Nie spotkałam się jeszcze z biletami tańszymi niż 80 euro dla rodzin 2+2. W Madrycie zapłaciliśmy 92,50 euro za naszą czwórkę.



Muszę przyznać, że zoo w Madrycie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. W większości dzięki temu, że byliśmy w nim poza sezonem. Czasami, miałam poczucie, jakbyśmy byli w nim zupełnie sami - ogromna zaleta podróżowania w styczniu!


Przy wejściu, za dwa euro od paczuszki można było dodatkowo kupić pokarm dla kóz i flamingów. Kozy karmiłam już wiele razy, ale karmienie flamingów było moim pierwszym. Można je karmić z ręki - ich dzioby przyjemnie smyrają, chociaż nasze dzieciaki się nie odważyły.



Oprócz tego, załapaliśmy się na pokaz fok i delfinów. Delfiny oglądaliśmy dwa razy, ponieważ zarówno mali, jak i duzi byli pod ogromnym wrażeniem występu. Miejsca mieliśmy w pierwszy rzędzie.


Bardzo podobało sie nam także oceanarium i… plac zabaw. Wreszcie, trafiliśmy na wersję a’la Austria, czyli full wypas!


Czy było warto? My dajemy 5 gwiazdek, chociaż wyszliśmy ze zdecydowanie lżejszymi kieszeniami.


Podsumowując:


Co zobaczyliśmy z dzieciakami:

Sol

Wieża Moncloa

Parque del Oeste.

Świątynia Debod

Pałac Królewski

Museo del Ferrocarril

Gran Via

Parque de El Retiro (w tym Pałac Kryształowy)

Stadionie Santiago Bernabeu

Zoo


Nasza ocena:

Madryt, to świetne miasto na spacery po parkach i włóczenie się pomiędzy uliczkami. Przyjeżdżając poza sezonem, pogoda oraz tłumy są mniej uciążliwe. My każdego dnia mieliśmy słońce i bezchmurne niebo. Długi dzień, ponieważ ciemno robiło sie dopiero przed 19. Naprawdę, można naładować baterie! Z atrakcjami dla dzieci wewnątrz jest trochę trudniej. A jeżeli myślicie, o którymś z parków rozrywki wokoło Madrytu to warto najpierw sprawdzić czy są otwarte.


Natomiast, jeżeli jesteście fanami Realu Madryt to każda pora, a właściwe każdy mecz będę super na zobaczenie Madrytu. Zabierzcie też ze sobą sporo gotówki, bo sklepy z piłkarskimi souvenirami są na każdym rogu. No i oczywiście, musicie odwiedzić ten oryginalny na Gran Via!


Czy było drogo?


Bilety lotnicze: 1279 zl, ale bez bagażu (za torbę 20kg, w obie strony trzeba liczyć dodatkowo około 400zł)

Transfer z lotniska i z powrotem: 56,44 euro

Apartament: 507,10 euro

Metro: 17,50

Wieża Moncloa: 11 euro

Museo del Ferrocarril: 9 euro

Bilety na mecz: 220 euro (2 osoby)

Jedzenie: 100 euro (zakupy) i 190 euro (restauracje)

54 wyświetlenia2 komentarze

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

2 Comments


Teraz czas na artykuł o angielskim w podróży 😉

Like
Ewelina Szambelan
Ewelina Szambelan
Feb 19, 2023
Replying to

Świetny temat :) postaram się :)

Like
bottom of page