top of page

Berlin z dziećmi na weekend

Zaktualizowano: 15 sty

Moje dzieci są w wieku: prawie 4 i 7 lat. Nie odkryję Ameryki mówiąc, że udany wyjazd to połączenie atrakcji dla dzieci z miejscami, które chcą zobaczyć dorośli. O historii opowiadamy dzieciakom przy okazji. W krótkich zdaniach. Upraszczając zdarzenia. Jednocześnie sami sobie tę historię przypominamy.


Nocleg


Wybraliśmy Novotel Mitte, ponieważ znajduje się praktycznie w samym centrum. 15 minut pieszo od Berliner Dom i Wyspy Muzeów. 10 minut spacerem od Wieży Telewizyjnej. Idąc w przeciwnym kierunku, w 20 minut można dojść do Checkpoint Charlie.


Do Berlina dojechaliśmy samochodem, więc ważnym był też dla nas łatwo-dostępny parking, za rozsądną cenę. Parking podziemny w hotelu, to koszt 20 euro za dzień.


W pobliżu są też 2 place zabaw, a w samym hotelu malutki kącik dla dzieci z drewnianymi klockami i x-boxem.


Sam pokój jest naprawdę przyzwoicie wyposażony, dla nas ważna była lodówka oraz czajnik, i żebyśmy bez problemu zmieścili się w nim we czwórkę.


Dodatkowym plusem było to, że pozwolono nam się zameldować dwie godziny wcześniej niż standardowym check-in.


Jest jednak jeden minus, z którym warto poradzić sobie wcześniej. Samochody wjeżdzając do Berlina muszą posiadać specjalną naklejkę na szybkę, tzw. Umweltplakete. My wyrabialiśmy ją na ostatnią chwilę, już w drodze do Berlina. W Poznaniu zapłaciliśmy za nią 119 zł. Na stronie: https://www.nalepkaekologiczna.pl/ trochę taniej.


Dzień 1


Czyli nasz dzień przyjazdu.


Byliśmy w hotelu o 13:00 i dzięki uprzejmości obsługi, kilka minut po 13, mieliśmy już nasze bagaże w pokoju hotelowym. Najpierw obiad. Wybraliśmy się do restauracji 'Zum Paddenwirt', dzięki poleceniom z TripAdvisor. Wnętrze restauracji utrzymane w typowo niemieckim klimacie - restauracja z duszą. Dobre jedzenie, chociaż spodziewaliśmy się trochę większych porcji - Austria nas rozpuściła. Super obsługa. Aaa i otoczenie restauracji też pieknę! Bardzo klimatyczne uliczki w Nikolaiviertel.


Potem już rzut kamieniem, towarzysząca nam po drodze Wieża Telewizyjna (dzieciaki były zachwycone), i dotarliśmy do Berliner Dom.


Berliner Dom to barokowa kadedra z kopułowym dachem. Jej wielkość robi wrażenie. Można ją zwiedzać także w środku. My nie byliśmy. W zamian poszliśmy do Altes Muzeum, czyli Muzeum Starożytności. Szczerze mówiąc, to muzeum wcale nie było na naszej liście do zwiedzania. Mieliśmy tego dnia iść dalej, pod Wieżę Telewizyjną i potem, w drodze powrotnej na plac zabaw, ale tego dnia wiało i chcieliśmy się trochę ogrzać.



Nasze dzieciaki, były chyba najmłodszymi gośćmi w muzeum. Wejście dla nich było bezpłatne. My zapłaciliśmy 10 euro za osobę. Gdybyśmy zdecydowali się zapłacić 20 euro za osobę, to moglibyśmy wejść w tej cenie do wszystkich muzeów leżących na Wyspie. My byliśmy realistami. Wyspa Muzeów to przede wszystkim klasyczne muzea. Z historycznej perspektywy - bezcenne, z dziecięcej perspektywy - dosyć nudne.



W Altes Muzeum byliśmy około 1,5h. Chłopaki bardzo fajnie dopasowali się do powagi miejsca. Byli pod wrażeniem rzeźb i chyba… ciszy. Ja miałam pierwszy raz okazję, żeby zobaczyć starożytną rzeźbę grecką i rzymską z bliska. Musiałam mocno się powstrzymywać, żeby nie dotknąć niektórych rzeźb. Faktycznie, materiał szat - chociaż wykuty z kamienia - wygląda jakby płynął.


Spacerkiem, czasami wzdłuż wody, czasami parkiem, a czasami uroczymi uliczkami, wróciliśmy do hotelu.


Dzień 2


Czyli większość dnia w Legoland Discovery Centre. Dla naszych dzieci był to plac zabaw pod dachem.


Bilet kosztuje 19 euro za osobę, bez względu czy jest to osoba mała czy duża. My wybraliśmy bilety po 21 euro za osobę i to był błąd. Zapłaciliśmy dwa euro więcej, ponieważ chciałam mieć fajne zdjęcie z tego miejsca. Takie bardziej profesjonalne. Nie wiem czemu, ale wybierając bilety wyobrażałam sobie fotografa, ciekawe tło i jakieś wielkie maskotki… a’la Ninjago. W rzeczywistości skanuje się bilet, staje przed zieloną ścianą i czeka 10 sekund. Zdjęcie nie jest drukowane, szuka się go potem online po kodzie z biletu. My swoich nadal nie znaleźliśmy. Naprawdę szkoda kasy! Lepiej zrobić sobie zdjęcie na tle zielonej ściany telefonem, a za 2 euro kupić sobie kawę. Aaa i jeżeli przewidujecie zostać dłużej to weźcie swój prowiant. Kawiarenka jest ale słabo wyposażona. Frytek brak. Za to jest sporo wolnych stolików i bardzo wiele osób miało swoje własne jedzienie i napoje.


Wracając do biletu. Kupując bilet, wybiera się godzinę wejścia. My wybraliśmy 10:00 czyli pierwsze wejście. Myślę, że jest to naprawdę dobra godzina, ponieważ przynajmniej na początku nie jest tłoczno. Pani przy kasie poinformowała nas, że nie wszystkie atrakcje są czynne i z tego względu dostaliśmy 10% zniżki do kawiarni. Przy wejściu nie ma szatni, więc pierwsze sala, z makietami z klocków, pełna była rodziców zastanawiających się co tu do diabła zrobić z kurtką swoją i dziecka. Latem pewnie nie ma tego problemu ;) Ale warto wiedzieć, że szafki na kluczyk są.. tylko znajdują się w dolnej sali 🙂



Ale potem było już lepiej, znacznie lepiej! Nasze dzieciaki nie chciały wyjść! Pierwsza sala - ta znajdująca się na parterze to makiety (automatyczne lub z przyciskami dla dzieciaków) z klocków lego. Jeżeli byliście w Karpaczu w muzeum klocków lego to tam bardzo podobnie to wygląda. Dolna sala to duża bawialnia: są stacje tematyczne, gdzie można budować z klocków oraz punkt duplo, jest kino 4d, sala odtwarzająca fabrykę lego, trochę atrakcji interaktywnych (w tym uwielbiane przez moje dzieci lasery Ninjago) i małpi gaj.



Nasze dzieciaki najbardziej wciągnął tunel z laserami w stylu Ninjago i puszczanie samochodów (wcześniej samemu trzeba było je sobie zbudować), po dwóch różnych torach.



Polecam też skorzystanie z prezentacji w Fabryce (wejście tylko o określonych godzinach). Przewodniczka opowiadała o całym procesie po niemiecku i angielsku, ale nawet nasz najmłodszy 4-latek był bardzo zadowolny. Pewnie ze względu na to, że mógl nacisnąć przycisk uruchamijący jedną z maszyn, a później dostał ‘wyprodukowany na miejscu’ klocek duplo z oryginalnym stempelkiem (fajna pamiątka). Nam, dorosłym, bardzo podobało się kino 4d w Lego. Nasze dzieciaki nigdy wcześniej nie oglądały niczego w 3d, więc bardzo fajnie było obserwować ich reakcje. Film trwa około 10 minutowy. Bohaterowie mówią po 'legowem', więc każdy zrozumie fabułę. Na początku filmu, uprzedzono nas, że film może być dla niektórych dzieci straszny, i faktycznie, w pewnym momencie nawet ja podskoczyłam do góry. Film nie jest drastyczny. Ma po prostu zaskakujące elementy 3d.


Podsumowując, czy warto wydać 80 euro? Powiem tak: przewidziany czas na pobyt w muzeum to 3 godziny. Nasz dzieciaki siedziały 5 godzin i musieliśmy je stamtąd wyciągać! Myślę, że mogłyby tam siedzieć do zamknięcia i może nie bawiłyby się niczym nowym, ale chętnie korzystałyby z każdej atrakcji po kilka razy!


Wieczorem, podjechaliśmy jeszcze autem do East Side Gallery. Bez problemu zaparkowaliśmy wzdłuż muru. East Side Gallery to 1316 m muru berlińskiego, który został oddany do zagospodarowania 118 artystom. Polecam w dzień! My byliśmy juz po zmroku, więc bez problemu obejrzeliśmy tylko jedną stronę muru - tą od strony ulicy - dzięki światłom ulicznym. W ładny dzień, polecem na spacer z dziećmi.




Dzień 3


Czyli dużo chodzenia. Dla mnie to takie prawdziwe zwiedzanie.


Z naszego hotelu do punktu Checkpoint Charlie - jednego z najslynniejszych przejść granicznych miedzy wschodnim i zachodnim Berlinem, dotarliśmy w około 20 minut. Po drodzę podziwijąc architekturę i przypadkiem trafiając na sklep specjalizujący się w sprzedaży robali - jedzenia przyszłości. Sam punkt to dobre miejsce na zrobienie sobie zdjęcia, poczytanie o przeszłości, jeżeli znacie niemiecki lub angielski, ale też porozmyślanie (można na siedząco). Tuż obok znajduje się mały fragment muru, oraz podobno tymczasowa wystawa z 360 panoramą Berlina w 1980, stworzoną przez Yadegara Asisi’ego. Cena biletu waha się miedzy 6-10 euro. My poszliśmy dalej.


Bardzo zależało mi, żeby kolejnym punktem na naszej trasie był imponujący Pomnik Pomordowanych Żydów Europy, zaprojektowany przez Petera Eisenmana, wybudowany w latach 2003-2005. Naprawdę warto, choć przez chwilę przespacerować się między surowymi betonowymi blokami, zajmującymi obszar 19 tys m2. To pierwszy pomnik, w którym mogłam się ‚zanurzyć’ i pomimo tłumów, zgubić.



Mijając pomnik, widzicie juź Bramę Brandenburską. Znowu: imponująca. Dla mnie symbol Berlina. Dla Berliniczyków symbol jedności. Dlaczego? Jak myślisz, po której stonie Muru Belińskiego znajdowała się Brama? Na samym środku obszaru granicznego, więc ‘zwykli ludzie’ nie mogli jej przekroczyć ani z części wschodniej, ani z części zachodniej. Jedynie osoby uprzywilejowane (np. NRD-owskie służby graniczne lub goście państwowi NRD) mogły zbliżyć się do budowli, a nawet wejśc na platformę widokową.



Za Wikipedią: “Trafne było późniejsze spostrzeżenie prezydenta Niemiec Richarda von Weizsäckera Jak długo Brama Brandenburska zostanie zamknięta, tak długo sprawa Niemiec zostanie otwarta. 12 czerwca 1987 prezydent USA, Ronald Reagan podczas swej wizyty w Berlinie powiedział przed Bramą: Panie Gorbaczow, niech pan otworzy tę bramę! Panie Gorbaczow, niech pan zburzy ten Mur!”.


Myśląc o polityce, przeszlimy kilka kroków do pobliskiego Starbucksa, żeby trochę odpocząć i poczekać na nasze (wcześniej zarezerwowane online) wejście do gmachu parmalementu czyli Reichstagu.


Samego Starbucksa nie polecam! Malutko miejsca (chociaż, jak udam wam się znaleźć stolik, to będziecie mieć piękny widok na Bramę) i mnóstwo ludzi. My nie zrobiliśmy wcześniej rozeznania, i z lekko jęczącymi dziećmi nie chcieliśmy się już nigdzie dalej szwendać.


Budynek Reichstagu znajduje się właściwie koło Bramy, ale nam chwilę zajęło zorientowanie się gdzie jest wejście. W końcu poszliśmy za tłumem, który tym razem się nie mylił. Wejście do Reichstagu jest niepozorne, bo wydaje się prowizoryczne - przez białe kontenery. Cała obsługa jest niesamowicie miła. My byślimy przez przypadek 30 minut wcześniej i myśleliśmy, że będziemy musieli czekać, ale okazało się, że jednak nie.


Chcąc wejść do Budynku Parlamentu, musimy przejść przez bramki bezpieczeństwa, jak na lotnisku. Gdy zbierze się większa grupa, jest ona prowadzona przez przewodnica głównym podjazdem (który jest znowu imponujący) do głównego budynku, a stamtąd odbiera nas następna osoba odpowiadająca za jazdę windą.


Przyznam, że na początku byłam lekko przerażona, ponieważ myślałam, że w ścisku i pod ścisłym nadzorem, będziemy tylko oprowadzeni tam i z powrotem, ale po otwarciu się drzwi windy, czekała nas wolność, przestrzeń i cudowne widoki. BARDZO POLECEM zapisać się na wizytę w Reichstagu: olbrzymi taras widokowy, piękna architektura (połączenie nowoczesności z neorenesansem). My, najpierw spędziliśmy pól godziny delektując się przestrzenią tarasu widokowego, a potem nasze dzieci poleciały spiralną ścieżką na samą górę kopuły. Zero zmęczenia i marudzenia z ich strony - myślę, że też był zafascynowane widokiem wewnątrz i na zewnątrz.



Wejście do Reichstagu jest bezpłatne, ale trzeba zarejestrować się na stronie: https://visite.bundestag.de/BAPWeb/pages/createBookingRequest/viewBasicInformation.jsf?lang=en, a osoby powyżej 18 lat, muszą mieć ze sobą dowód osobisty lub paszport.


Krótka przerwa na obiad w Mall of Berlin i rozdzielamy się. Ja zostaję z dziećmi i idę do Muzeum fur Kommunikation, mój partner biegnie do Berlin Story Bunker (wejście 12 euro, od 7 lat - ale nawet dla 7 latków będzie to zbyt drastyczna wycieczka, ze względu na zdjęcia).


Wejście do Muzeum Kominikacji, kosztowało nas 6 euro i płaciłam tylko za siebie, jako osobę dorosłą. Muzeum znajduje się w cudownym zabytkowym budynku i jest podzielone między 3 piętra. My spędziliśmy najwięcej czasu na parterze, ze względu na roboty i wystawy interaktywne dla dzieci.



Jednak, 1 piętro - mimo większej ilości ‘normalnych’ wystaw (pięknych), też było ciekawe. Dzieciaki, pierwszy raz, pisały na maszynie do pisania. Musiałam się nauczyć jak wkładać kartkę! A poczta pneumatyczna sprawiła im bardzo dużo radości. Na pierwszym piętrze można też skorzystać z telegramu, ale akurat był nieczynny. Drugie piętro to nowości kominukacyjne czyli Internet i zmieniające się wystawy - my mieliśmy okazję zobaczyć wystawę ilustracji Alexa Schefflera.





Muszę tutaj też wspomnieć o niesamowicie miłych osobach pracujących w muzuem. Pierwszy raz żałowałam, że mój niemiecki jest na tak niskim poziomie, ponieważ Panowie (akurat nie trafiliśmy na żadną kobietę) bardzo chętnie i z pasją pokazywali nam jak działają poszeczególne maszyny. Pierwszy raz widziałam pracowników muzeum z takim zapałem opowiadających o eksponatach.


Dzień zakończyliśmy spacerkiem w stronę hotelu i deserem w tradycyjnej restauracji w Nikolaiviertel.


Dzień 4 czyli powrót do domu


Ale najpierw Machmit, które reklamuje się jak muzeum, a dla mnie jest wielką bawialnią. Jest to miejsce, które wykorzystaje budynek starego kościoła, widać to po oknach, muralach i pozostałości organów - ja znowu podziwiałam projekt wnętrza, który próbował wpisać nowe funkcje budynku w stare fragmenty. Dzieciaki, natomiast dobrze bawiły się w drewnianym labiryncie, testowały schody i plastikową rurę oraz w skupieniu pracowały na warsztatach.



W tym miejscu, muszę znowu powiedzieć jak bardzo lubię niemieckie i austriackie place zabaw: za ich naturalność i ‘ryzyko’. Już tłumaczę; labirynt nie był plastikowo, metalowo, piankowym małpim gajem, który bije po oczach kolorami. Cały był zrobiony z drewna, ale takiego drewna do którego chce się przytulić, którego sturkturę można poczuć pod dłońmi i stopami. Nie tam nie było miekkie, nic nie było zaokrąglone. Niesamowite jest jak dzieci dostosowują zabawę do ryzyka. Jak bardziej uważne się stają. Żadne z naszych dzieci nie wyszło z płaczem. Brak guza na czole czy złamanej ręki.



Koszt muzeum to 25 euro dla rodziny 2+max 3. Warto, dobrze się zastanowić kiedy odwiedzić ‘muzeum’. My byliśmy w niedzielę, od samego otwarcia i po godzinie było już bardzo dużo ludzi.

Podsumowując:


Co zobaczyliśmy z dzieciakami:

Wieża Telewizyjna (z oddali)

Nikolaivietel

Berliner Dom

Altes Museum

Lego Discovery Centre

East Side Gallery

Checkpoint Charlie

Brama Brandenburska

Reichstag

Museum fuer Kommunikation

Machmit Museum


Czy nam się podobało? Bardzo.

Czy było drogo? Berlin to duże, zagraniczne miasto - nie mogło być tanio.


Koszty (zaokrąglone):

Paliwo: 171 euro - wybraliśmy samochód ze względu na to, że koszt paliwa jest nadal tańszy od kosztu biletu na pociąg dla 4 osób.

Naklejka: 119 zł

Hotel: Novotel Mitte za 2 dorosłych i dzieci 2 w wieku 3 i 7 lat, 3 noce: 1400 zł

Parking w hotelu: 40 euro

Parking na mieście: 25 euro

Publiczny transport: 0 - chodziliśmy.

Muzea:

Altes Museum: 20 euro

Lego : 88 eur

Reichstag Dome: 0

Museum fur Kommunikation: 6 euro

Machmit: 25 euro

Jedzenie: 285 euro


47 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page